Cześć.
Zwykłe cześć. Pięć liter, jeden wyraz, jedno słowo. Nic
więcej. Żadnego podpisu. Tytuł… Jaki tytuł? Brak tytułu. Nadawca? Kompletnie mi
nieznany a mimo to mail przyszedł na moją prywatną pocztę, której adres znało
niewiele osób. Albo znałam tą osobę,
albo miała mojego e-maila od osoby, którą znałam co wydawało się być bardziej
realne. Ledwie weszłam do domu, wymęczona weekendem spędzonym z matką. Całą sobotę spędziłyśmy na zakupach, w niedzielę o dziwo pozwoliła mi się wyspać. Parę chwil po kolacji spakowałam się ruszyłam w drogę powrotną do Berlina.
Cześć.
Cześć.
Co to miało tak naprawdę znaczyć? Czemu doszukiwałam się w
tym ukrytego podtekstu. Tak naprawdę to mogło nic nie znaczyć a ja byłam przewrażliwiona. Mogę to po prostu zignorować tak jak się
ignoruje stosy reklam, które przychodzą i wrzuca się je do skrzynki ze spamem.
Mogłam zrobić tak i z tą wiadomością i o niej zapomnieć, prawda? Mogłam tak
zrobić a jednak nie potrafiłam. Chociaż trzeba przyznać, że więcej niż kilka
razy byłam bliska wyrzucenia tej wiadomości do kosza.
Odpisać czy nie odpisać?
Odpisać czy nie odpisać?
Cześć.
To pieprzone cześć wlazło mi do głowy i nie chciało wyjść co
okropnie działało na nerwy. Może jeżeli
odpiszę wszystko wróci do normalnego biegu i nie będę się tym dręczyć. Odpiszę i zabiorę się za rozpakowywanie. Ten mail przyszedł kilka godzin temu, kiedy
wracałam z Katowic do Berlina, jest trzecia w nocy nie ma szans by ten ktoś mi
teraz odpisał i będę mogła spokojnie zająć się rozpakowywaniem. To był plan, to
był naprawdę dobry plan.
W kilka chwil dopadłam do laptopa od którego starałam trzymać
się z daleka.
Cześć, skąd masz mojego maila?
Nim zdążyłam jeszcze raz to przemyśleć kliknęłam wyślij.
Może popełniam błąd? Może to będzie jeszcze jeden z tych spasionych oblechów?
Może? Te moje parszywe myśli nawet nad
nimi nie panowałam.
Zamknęłam laptopa, odsunęłam się na krześle od biurka i
rozejrzałam się po pokoju. Zatrzymałam się rok temu i nie mogłam ruszyć dalej.
Nadal na regale stały zdjęcia zrobione podczas ślubu, wesela, pierwszej randki.
Jedno ze szpitala, kiedy żadne z nas nie
przypominało samego siebie. Ja wymęczona siedzeniem całymi dniami przy łóżku,
on chorobą do której się nie przyznawał przez długi czas. Nie potrafiłam przejść nad tym wszystkim do
porządku dziennego. Zmiany przecież traktuje się jak zbrodnie a ja nie chciałam
tej zbrodni popełnić. Wydawało mi się to nie w porządku. Sam fakt, że nie
miałam obrączki na palcu był czymś z czym okropnie źle się czułam. Mimo to
jednak nie założyłam jej z powrotem. Nadal leżała w torebce. Postęp. Kiedy zaczęłam chować zdjęcia w przypływie impulsu usłyszałam znany mi dźwięk powiadamiający o nowej wiadomości.
Drżącymi dłońmi otworzyłam laptopa patrząc z niedowierzaniem
na nową wiadomość. Ten sam nadawca co poprzednio. Była trzecia w nocy, on nadal
nie spał. On? Czemu założyłam, że to on?
Otworzyłam, przeczytałam, roześmiałam się, znowu spojrzałam i znowu się roześmiałam.
Otworzyłam, przeczytałam, roześmiałam się, znowu spojrzałam i znowu się roześmiałam.
Wybacz, nie mogę powiedzieć Ci do kogo mam twojego e-maila.
Wiem tylko, że jeżeli tej osoby nie wydam dostanę może i twój numer telefonu.
To było… Chore, dziwne, jednocześnie chyba podniecające.
Wariowałam, zdecydowanie wariowałam. I znowu nawet nie zastanawiając się
zaczęłam wystukiwać kolejne słowa i wysłałam wiadomość. Znowu nie zastanawiając
się nad konsekwencjami.
Jeżeli wydasz mi tą osobę, obiecuję, że nie zginie w
okropnych męczarniach a numer telefonu sama Ci podam.
Znowu chwila i pojawiła się odpowiedź.
Nie chcę od Ciebie twojego numeru, tak jest o wiele ciekawiej. I proszę nie rób tej osobie
krzywdy, była miła i chciała mi pomóc.
Była miła? Roześmiałam się. Czyżby stała za tym wszystkim
moja matka, która od roku wzięła sobie za cel ponowne wyswatanie mnie? Powinnam jej powiedzieć, żeby jeszcze
zawczasu brała od wszystkich potencjalnych kandydatów badania co by się, że tym
razem nie wywinie mi takiego numeru jak poprzedni.
Chciała pomóc? Ona, chciała pomóc? Czyżby moja matka stała za tym wszystkim. Zmusiła Cię do tego? Opowiedziała łzawą
historyjkę o córce, która potrzebuje jedynie odrobiny miłości w swoim
zgorzkniałym sercu i poprosiła byś napisał? Błagam, nie.
Strzelałam na oślep. Równie dobrze mógł być to ktoś inny.
Znajomy z pracy, z zajęć. Gośka, która stwierdziła ostatnio, że dość żałoby w
moim życiu. Może jednak trafię zobaczymy.
Wyciągnęłam z torebki papierosy. Tylko w nocy oddycham,
paląc papierosy. Tylko wtedy. Siedziałam na parapecie przyglądając się oszałamiającej
mimo wszystko panoramie Berlina, raz po raz kątem oka zerkając na ekran
komputera. Kilkanaście minut. Nic. Nie przyszła odpowiedź. Czyżbym spierdoliła coś po raz kolejny?
W życiu, które teraz dla siebie wybrałam, codziennie była
ładna pogoda. Codziennie też się uśmiechałam a każdy wypalany szlug miał smak
nie przespanej nocy. Przy tym także
poznałam wszystkie odsłony samotności, którą na koniec końców zaakceptowałam.
Musiałam ją zaakceptować. Nie było innego wyjścia, żeby nauczyć się na nowo
funkcjonować w tym świecie. Samotność
stała się sposobem na przetrwanie. Czasami zastanawiałam się, gdzie podziała
się ta cała miłość i kto ją mi odebrał. Czy
ktoś zagarnął dla siebie całą miłość przewidzianą dla wszechświata, a może po
prostu nie dość mocno się staram? Może nie chciałam się starać. Nawet nie
zauważyłam, kiedy nadeszła nowa wiadomość. Dopiero po kilku chwilach to do mnie dotarło.
Wydawała się być przemiłą kobietą i chyba nie jest taka zła
jak mówisz. Dlaczego uważasz, że masz
zgorzkniałe serce?
Co za typ… Zwariowałam. Zdecydowanie zwariowałam. Jutro rano
wstaję do pracy. Wcale nie uśmiechała mi się psychoanaliza mojego skrzywionego
ja przeprowadzana przez osobę, której kompletnie nie znałam.
Czuję się jak wybrakowany towar, jakbym zeszła z linii
montażowej kompletnie schrzaniona i rodzice musieli oddać mnie do naprawy zanim
upłynie termin gwarancji. A przecież rozpadłam się już tak dawno temu!
Wszystko się pieprzyło. Jedynie praca wydawała się być w porządku.
Muszę jutro wstać wcześnie, naprawdę nie mam humoru na roztrząsanie
mojego zgorzkniałego serca. Dobranoc.
Odpisałam, wyłączyłam komputer nawet nie czekając na
odpowiedź. Walizkę rozpakuję jutro. Nawet nie miałam już siły wejść pod prysznic
i położyć się jak człowiek. W ubraniu rzuciłam się na łóżko i
kilka chwil później już spałam głębokim snem.
Stojąc rano przed lustrem i przyglądając się sobie byłam pewna, że kiedyś miałam rumiane
policzki i blask podniecenia w oczach, który sugerował tyle możliwości. Chociaż
nigdy oczy nie świeciły pełnym blaskiem to jednak… Jednak kiedyś coś jeszcze
się w nich tliło. Teraz nie pozostało w nich nic. Były puste. Tak jak ja byłam
pusta.
Odpowiedź także przyszła razem z porankiem, który oślepił mnie swoim blaskiem.
Dzień dobry
To było nienormalne.
-------------------------------------------
Już odliczam godziny do piątkowego meczu a wy?
Mam nadzieję, że dadzą radę a wyjazd do Argentyny jest jak najbardziej na wyciągnięcie ręki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz